• davnos

Jak sfilmować dobrze wesele nie kręcąc kotleta.


Dla operatora filmowego typowe polskie wesele jest jak sobotni poranek na targowisku, Jednym słowem, chaos. Tłum kręcących się ludzi, wiele miejsc gdzie trzeba przyjechać, stworzyć ujęcia z cyklu "must have", ogarnąć kontakt z "młodymi", świadkami, dogadać się z fotografem, księdzem, orkiestrą, kelnerami na sali a to wszystko pod presją czasu i przy jednoczesnym manipulowaniu ustawieniami kamery. Ten dzień to ciągłe poszukiwanie ładnego kadru, stabilnego ujęcia, dobrego światła no i emocji. To właśnie one, tego dnia są najważniejsze. Każda tego typu impreza jest inna i wymaga innego spojrzenia na całość. Możesz sobie wiele rzeczy poukładać i zaplanować, ale dopiero po przyjeździe na miejsce patrzysz na to z czym przyszło ci sie zmierzyć. Gdzie będą przygotowania, w jakim kościele jest ceremonia, jak wygląda sala weselna. Czasem świeci słońce, czasem pada deszcz, jednego dnia pracuję w lipcu innym razem w styczniu. W filmowaniu ślubów jest tyle zmiennych, że czasem przypomina to skomplikowane działanie matematyczne. Może dlatego tak lubię to robić. Za każdym razem zyskuje nowe doświadczenie i uczę się czegoś nowego, Po wszystkim zadaję sobie pytanie, co mogłem tego dnia zrobić lepiej i czy aby na pewno wykorzystałem na maksa wszystkie możliwości czasu, miejsca i ludzi z którym przyszło mi pracować. Jako nowicjusz w tej branży sporo marudziłem i narzekałem, Z czasem nauczyłem się, że jeśli pada, to ujęcia parasoli, z przebitkami kałuż w które wpadaja krople desczu, lub szyb z cieknącymi strużkami wody mogą być całkiem fajne. Kto wie, może po latach widząc takie obrazy ludzie oglądający ten film przypomną sobie z nostalgią "... a pamiętasz jak wtedy lało?". Jeśli jest późna jesień lub zima i szybko robi się ciemno, warto zrobić kilka ujęć z zewnątrz przez okna, pokazując gości weselnych którzy cieszą się rozmową z innymi, wyrażając szczere emocje nieświadomi, że kamera znajduje się 3m od ich stolika. Jednego dnia w drodze z kościoła na salę weselna filmowałem tęczę, która pojawiła się przy drodze, a innego serce na niebie, które stworzył pilot samolotu pewnie członek jakiegoś podniebnego zespołu akrobatycznego. Czasem mniej jest lepiej, nie zawsze mam okazję filmować wesele na zamku nad Loarą, a w polskich realiach często ludzie tworzą lepszą imprezę weselną niż miejsce gdzie się to odbywa. Jeśli zaproszonych gości jest niewiele stosuję obiektywy o węższej ogniskowej, tak a żeby filmowi nadać poczucie bliskości, aby tańczących rozmawiających trochę ścisnąć w kadrze, żeby widz poczuł, że w rzeczywistości było tam więcej ludzi. Niczym mag za pomocą optyki stwarzam iluzję. Jeśli mam do czynienia z dużym polskim weselem na ponad sto osób to najczęściej pracujemy w zespole dwuosobowym gdzie jeden z nas filmuje maksymalnie "szeroko", stosując szerokokątne obiektywy, kreując tym dynamiczne ujęcia a drugi maksymalnie wąsko aby z tłumu ludzi wyciągnąć portrety i plany podwójne, gdzie ludzie wydają się być wyizolowani z tłumu i pochłonięci tańcem, rozmową, płaczem, śmiechem i wszystkim co ludzkie. Osobiście wierzę, że jest wiele możliwości aby sfilmować dobrze polski ślub i wesele, nie trzeba popadać w schematy, a należy wykazać się kreatywnością. Jako kamerzyści weselni, operatorzy aparatów dslr czy bezlusterkowców, musimy odciąć się od tego co było 25 lat temu i zaproponować naszym klientom, możliwie jak najwyższą jakość w rozsądnej cenie. Nie chcemy być już postrzegani jako "kameruni", stojący cztery godziny w jednym miejscu z kamerą na ramieniu, tylko pragniemy tworzyć niczym artyści wyjątkowe prace ku uciesze naszych widzów.

0 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie